Psy - rasy psów - ogłoszenia o szczeniakach - psy rasowe - wszystko o psach - pies


Gdy milczenie nie jest złotem

czytano 1818 razy

Teoria rzeczywistego konfliktu.



Strzelanie do psów przez myśliwych. Temat gorący jak płynna lawa, śmierdzący i śliski jak bagno. I trudny. Bardzo trudny. Budzi ogromne emocje, agresję i wojnę na argumenty. Od argumentów rzeczowych, niestety rzadko trafiających do przeciwników aż do bzdurnych popartych jedynie stereotypami i głupotą.

Właściciele psów kontra myśliwi.
Dwie grupy ludzi, które mają swoje racje. Mają koronne dowody słuszności swojego punktu widzenia. I nie ma mądrego do rozwiązania tego konfliktu. W natłoku słów, przepisów bardzo niejednoznacznych i dyskusji bez końca ginie istota problemu. A tą istotą jest pies niestety.

Znajomość przepisów, tego co wolno posiadaczom psów a czego nie jest znikoma. Interpretacja przepisu dotyczącego możliwości odstrzału psów i kotów wśród myśliwych niewiele lepsza. Zresztą nie chodzi tylko o przepisy. Są one wprawdzie podstawą wszelakich dyskusji ale nawet prawnicy mają wątpliwości co do ich tłumaczenia. A zasłanianie się tylko przepisami nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Nie rozwiąże problemu. Co gorsze „cichymi” stronami tego konfliktu są inne grupy. Niewątpliwie są to właściciele psów, którzy mają ten problem w głębokim poważaniu. Mieszkają w okolicach podmiejskich czy na wsi i puszczają bezkarnie psy w teren. Albo mają dziurawe ogrodzenia a nieobecność psa w obejściu nie jest problemem. Nie biorą w konflikcie czynnie udziału ale poważnie się do niego przyczyniają. No i media, które kochają krwiste historie. Jest dramat, jest sensacja, są łzy i nieszczęście – jest cudownie. Artykuł na pierwszej stronie, duże zdjęcie ze szczegółami. Reportaż i szczucie na siebie stron zajścia. A problem jest tak naprawdę nieważny.

A problemem tego konfliktu są ludzie. I tylko ludzie. To co robią lub nie, że dają się manipulować, że się boją, że nie mówią prawdy, że im nie zależy.
A ofiarą zawsze jest pies. I z tym też jest problem. Są psy „biegające sobie na spacerze”, psy zagubione, psy bezdomne, psy puszczane aby „sobie same znalazły żarcie” i psy faktycznie zdziczałe. Wszystkie w terenie stanowią zagrożenie, bardziej lub mniej ale jednak. Nie chodzi tylko o ludzi ale głównie o zwierzynę. I wprawdzie przepisy pozwalają strzelać tylko do tych ostatnich to ich rozróżnienie nie jest takie proste. A wszystkie mają lub miały właścicieli. Ludzi.

Strony konfliktu:
właściciele psów: puszczają swoje psy wszędzie gdzie się da, nie szkolą swoich psów, nie mają nad nimi kontroli i uważają to za zabawne lub w ogóle nie widzą takiego problemu. Nie wiedzą że na „tej cudownej łączce gdzie mój piesek tak malowniczo wygląda i sobie harcuje” żyją bażanty, zające i inne zwierzęta. Albo mogłyby i chciałyby żyć. I mieć potomstwo.
Nie wiedzą, że nie wolno absolutnie puszczać psa w lesie i nie chodzi o zawał serca kogoś gdy „mój pieseczek” wyskoczył znienacka, zza krzaków, na ścieżkę przed zamyślonym spacerowiczem.
Jak już nie mają serca dla zwierząt żyjących w tym lesie to może niech pomyślą ile zagrożeń czyha w lesie na psa. Wnyki, kleszcze, dzikie zwierzęta (rozzłoszczony dzik nie będzie się pytał czy może „szturchnąć” psa tylko go po prostu rozpruje), zagubienie itp. Na uwagi o puszczaniu psa reagują urazą i obrazą „...bo co (!!!), JA nie mogę MOJEGO psa puszczać jak MI się tak podoba?”
Stereotyp właściciela takiego psa: głupek z psem.

myśliwi: strzelają do psów nie zawsze w uzasadnionych okolicznościach. Znają „z widzenia” psy biegające luzem w swoich obwodach i mogliby jako członkowie poważnej jakby nie było organizacji jakim jest PZŁ, z urzędu egzekwować prawo od ich właścicieli. Jednak wchodzenie w konflikty z miejscową ludnością skutkuje często wojną i niszczeniem paśników, ambon itp. Wiedzą, że faktycznie zdziczałe psy nie są aż tak częste. A głównie nie jest to zdziczenie ale notoryczne puszczanie psów „na żarcie”. Mają w swoim gronie „czarne owce” i tolerują to może z racji hierarchii stada? I przyzwalają na niegodne myśliwych zachowania.
Stereotyp myśliwego w tym konflikcie: bezduszny morderca, niebezpieczny głupek z bronią.

Walka ze stereotypami jest trudna. I o tym mówi teoria rzeczywistego konfliktu. Jej konsekwencją są właśnie stereotypy, uprzedzenia i dyskryminacja. Walcząc między sobą zapominamy często o co walczymy a dążymy do zniszczenia przeciwnika. A gdzie w tym wszystkim pies?

A gdzie chodzić z psami na spacery? Jak dostarczyć mu możliwości wybiegania? Praktycznie wszędzie nie wolno. Oczywiście masz psa masz problem. To nie miej psa. Proste. A może wydzielać tereny gdzie można by je puszczać? Parki dla psów? Tereny spacerowe?
Pora wiosennych lęgów i biegający po polu pies. Właściciela nie widać bo pies niesiony szczęściem wolności zostawił go daleko w tyle. Albo pies radośnie goni sobie sarnę. Zastrzelić czy nie? Jest zagrożeniem, bez dozoru, czy ma oznaki zdziczenia? Zacmokać, zagwizdać? A jak zawarczy? A jak zacznie uciekać? Albo to pies od gościa z pobliskiej wsi. Pójść i go opieprzyć? A on powie, że nie jego pies albo się właśnie zgubił, ojej.

Na pewne problemy nie ma prostych rozwiązań. Ale zamiast obrzucać się błotem i strzelać do psów może by próbować znaleźć inne wyjścia z tej fatalnej sytuacji? I może nie robić tego tylko wtedy gdy zginie pies? Natura dała nam mózgi podobno, może by ich użyć?

Właściciele psów to nie tylko ludzie ze stereotypów. Może są nieuświadomieni w kwestii biegania psa luzem. Może nie wiedzą, nie rozumieją, że to nie problem ograniczeń ich wolności osobistej ale dobra wyższego? Że ten problem dotyczy także innych zwierząt i że dla nich to dosłownie życiowy problem?

Masz psa musisz znać przepisy dotyczące tego faktu. Respektowanie przepisów nie jest ulubioną czynnością ale „skarbówce” mało kto podskoczy i będzie się tłumaczył, że nie wiedział... I to nie tylko kwestia przepisów. Lubisz naturę, lubisz zaskoczyć stado saren na polu, zobaczyć zająca, usłyszeć bażanta, zobaczyć klucz dzikich kaczek To pomyśl zanim puścisz psa na łąki, że wchodzisz do ich domu, że jesteś gościem, że obowiązuje etykieta. One są bezbronne wobec ludzkiej natarczywości. Uciekają porzucając młode, które osamotnione umierają. Umierają ze stresów bo zagoniły je psy. Umierają bo psy rozszarpują je żywcem. Krzyczą i płaczą prawdziwymi łzami.
Uczmy nasze psy posłuszeństwa to nie jest aż tak trudne. Stosujmy linki, kagańce, gwizdki, nagrody. Cokolwiek ale z efektem. Bądźmy odpowiedzialni za nasze psy. Zawsze.

Myśliwi to nie są mordercy bezbronnych zwierzątek. Gospodarka łowiecka ma swoje uzasadnienie. Ale może zamiast argumentu „bo zastrzelę CI psa” zastosowaliby przyjacielską pogadankę o przyrodzie. Wiem, brzmi to dziwnie... ale może da lepszy efekt? Może więcej odwagi w tępieniu głupich właścicieli puszczających psy „na żarcie”? Więcej rozsądku w ocenie sytuacji. Ten biegający po polu pies przestraszył się i uciekł właścicielowi? Dzieci wyszły z nim na spacer i straciły nad nim kontrolę? Może zerwał się ze sznurka, którym jakiś „dobry” człowiek go uwiązał w lesie i skazał na śmierć? Może mandaty zamiast kuli? Strzał do psa to ostateczność. Wielu, którzy mają taki na sumieniu nie są z tego dumni. Celny strzał jest dla psa praktycznie nieodwracalny. To śmierć. Koniec istnienia. Ten pies może mieć swoją rodzinę, ktoś po nim będzie rozpaczał. A jeśli ten pies byłby Twoim psem?

Błądzić jest rzeczą ludzką ale uczmy się na cudzych, niestety tragicznych, błędach.
I dlatego nie zawsze milczenie jest złotem. Trzeba głośno mówić o tej sprawie. O ludzkiej lekkomyślności, o ludzkiej głupocie. O nadużywaniu uprawnień i nieszczęściu jakie z tego wynika. A zamiatanie pod dywan i udawanie, że nic się nie stało prowadzi właśnie do antagonizmów i nienawiści.

Więcej dobrych chęci, więcej dobrej woli, więcej empatii, odwagi, zrozumienia i życzliwości. Więcej działań w kierunku rozwiązania a nie pogłębiania tego konfliktu. Bo przecież praktycznie odkąd spadliśmy z drzewa na głowę psy towarzyszą nam i jeszcze długo będą. I winni im jesteśmy wiele...
A jak wytłumaczyć kotu, że jego terytorium jest na obszarze obwodu łowieckiego? Ja nie wiem.



Agnieszka Mordwa

hodowla seterów szkockich "Klan Basów" http://www.klanbasow.pl/
Wortal PSY24.PL ( www.psy24.pl )



    data edycji: 2011.04.03 22:58
Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji PSY24.PL.




komentarzy: 8         Dodaj komentarz

2010-01-29 18:33 | Jan Borzymowski

Dla informacji. Regulaminy porządkowe gmin najczęściej określają gdzie można spuścić psa ze smyczy. Co do terenów leśnych - Art. 166 Kodeksu Wykroczeń: Kto w lesie puszcza psa luzem, poza czynnościami związanymi z polowaniem, podlaga karze grzywny albo karze nagany.



2010-01-27 20:34 | Basia

Argumenty obu stron sa ważne , ale ludzie ?. Właściciel idący z psem do lasu i nie zwracającu uwagę na to co pies robi - błąd. Myśliwy strzelający do psa idącego na kilkometrowej smyczy - to co , normalne?. ( dobrze ,ze nie trafil , a co jakby trafił w czlowieka ). Dopuki nie będzie wyraźnie wyznaczonych miejsc gdzie można puścoc psa - ale nie ogrodzenie 10 na 10 metrow - będzie problem .A tych na prawde zdziczałych psow zagryzajacych leśne zwieżęta jakoś przez 40 lat wluczenia sie po roznych lasach spotkałam dwa razy .Myśliwego strzelającego do psa na smycz automatycz spotkałam na mazurach - po strzale uciekal przed wlascicielem psa zamiast przeprosić .Zwiazki łowieckie takich mysliwych powinni po prostu wykluczać z koła .



2009-12-01 16:54 | kasia

My się chyba źle zrozumieliśmy. Chcę podkreślić, że pies jest także częścią natury. Skąd informacje, że sarna którą "przegonił" pies dostaje zapalenia płuc, czy zawału? Oznaczałoby to, że każda sarna która np. spotkała drapieżnika tuż po ucieczce zdycha - a natura tak tego nie wymyśliła.Podkreślam raz jeszcze, że pies kontra sarna to jednak coś zupełnie innego niż sarna kontra strzelba. Ustawa, która pozwala "odstrzelić" psa nie chroni de facto saren - chroni tereny łowne człowieka. Poza tym, co to znaczy, ci co z miasta to do miasta, a ci z lasu w lesie???? Przecież rozsądny człowiek nie szczuje psa na sarnę, żaden normalny właściciel psa nie chce by jego pupil gonił jakiekolwiek zwierzę, ale niestety pies czasami nie posłucha.Co znaczy pozwolić sobie na psa - w myśl zasady z powyższego komentarza pies powinien wyginąć - bo kto mógłby sobie na niego pozwolić - tylko bezrobotny władca ziemski z dobrze ogrodzonym strzeżonym terenem. Zresztą szkoda strzępić języka, osądźcie sami:sarna kontra strzelba czy sarna kontra pies



2009-11-26 15:13 | do K.

Wygłodniałe sfory psów nie są rzadkością- może jedynie w mniemaniu kogoś, kto żyje w mieście. Na wsiach to codzienność.Pies nie dogoni sarny- jasne. Ale wystarczy że ją przegoni i sarny nie ma- serce, zapalenie płuc ! To, że ktoś pozwala sobie na psa, mieszkając w mieście nie oznacza, że ma prawde zakłócać leśne życie. Masz psa- bądz za niego odpowiedzialny ! Znajdz takie miejsce, gdzie może biegać, taką pore gdy nie ma ludzi. Nie masz warunków- po co CI pies... ? Decyzja człowieka,właśnie tego Pana życia i śmierci, który sądzi że może decydować.



2009-11-23 22:14 | kasia

No cóż, ten artykuł jednak do mnie nie przemawia. Owszem problem jest bardzo złożony, jednak w moim odczuciu obecny stan rzeczy jest bulwersujący. Mam psa - labradora. To duży pies, który uwielbia biegać i aportować. Wychodzę z nim na spacery - niestety nigdzie nie mogę go odpiąć ze smyczy - blisko bomu - nie bo to środek miasta, w pobliskim parku - nie, bo biegają tam dzieci i jest dużo ludzi (a jak wiadomo ludzie albo kochają psy, albo ich nie cierpią)- na łące pod lasem lub w lesie - nie bo go ktoś odstrzeli...To pytam się, gdzie mogę pozwolić mojemu psu pobiegać?W ogóle nie trafiają do mnie argumenty, że pies "niszczy" życie w lesie. Weźmy taką sytuację: sarna i pies. On ją goni, nieważne czy jest domowy czy dziki, załóżmy, że nawet jest dziki i chce ją złapać, żeby ja zjeść - szanse są równe- natura przeciwko naturze, szybki bieg przeciwko szybkiemu biegowi, instynkt kontra instynkt, sarna ma świadomość tego,że jest goniona, może uciekać (choć myślę, że Państwo się ze mną zgodzą, że wygłodniałe sfory psów to jednak rzadkość).A teraz druga sytuacja: sarna i myśliwska strzelba - ona stoi skubie sobie trawkę i "bach" -nie ma jej - leży z kulką w brzuchu - natura kontra technika, szybkie nogi kontra błyskawiczna kula- tak, zdecydowanie to jest bardziej fair, przynajmniej się nie stresowała.Ludzie, przecież pies pochodzi z natury, jest jej częścią.Naprawdę nie wierzę, ze domowy pies, najedzony, trochę kanapowiec, który śpi na dywaniku, jest w stanie dogonić sarnę, a nawet jeśli ją dogoni to nie wierzę, że rzuci się na nią tylko po to żeby ją zabić. Przecież nie jest głodny a tylko ludzie zabijają dla przyjemności.A jeśli pies jest dziki, głodny i bezdomny i żyje w lesie to znaczy, że jest częścią natury i ma prawo zdobywać pożywienie.Oczywiście my ludzie mamy rozumy i możemy postępować rozsądnie. Wystarczyłaby kampania telewizyjna, która bardzo dokładnie i rzeczowo informowałaby właścicieli psów, o tym kiedy występują pory rozrodu dla saren, kiedy pojawiają się młode i wtedy nikt z nas do lasu z psem, by nie chodził.Choćbyśmy przerzucali się nie wiem jakimi argumentami, to i tak żadne zwierze nie ma szansy ze strzelbą...Dlaczego człowiek nie wyznacza specjalnych terenów dla psów, ale tereny łowieckie wyznacza.Dlaczego dajemy prawo myśliwym do strzału a psu nie pozwalamy nawet gonić ...Ach wiem, bo człowiek zawsze wie najlepiej i to on jest panem życia i śmierci.To takie smutne.



2009-03-25 2:08 | katarzynams

Co znaczy "mysliwi strzelaja do psow nie zawsze w uzasadnionych okolicznosciach"? Nie ma takich okolicznosci, ktore uzasadnialyby strzelanie do psow, zreszta do innych zwierzt tez nie. Myslistwo to prymitywne, brutalne zajecie niegodne czlowieka.



2009-03-24 16:27 | M&F

Nadal uważam, że artykuł porusza tylko część problemu. Bo jeśli z niewiedzy wchodzę w tereny lęgowe ptaków, to tak samo można do mnie strzelić - w końcu pies przyszedł tam za mną... jest bowiem tyle 'wypadków' gdy strzelano do psiaków z obrożą, z adresówką, na trasie spacerowej. bo czymś innym są głusze i puszcze, a czymś innym lasy w pobliżu bloków i osiedli mieszkalnych, gdzie bardzo często dochodzi do takich sytuacji. myśliwy - anonimowo, bo po oddaniu strzału ucieka, strzela do psa, na terenach, gdzie ludzie jeżdżą na rowerach i spacerują rodzinami... a tak właśnie wygląda sytuacja chociażby na obrzeżach Warszawy, gdzie od jakiegoś czasu w okolicach leśnych są budowane całe osiedla... więc może wogóle zakazać tam wchodzić, a nie strzelać do każdego psa, który jest na rodzinnym spacerze z rodziną...



2009-03-20 9:59 | Jan Borzymowski

Artykuł porusza bardzo smutną rzeczywistość, której koniecznie trzeba zaradzić. Zbliża się sezon wiosenno - letni. Sezon lęgów, wykotów ...i tragedii wynikających z faktu włóczących się psów. Jak temu zapobiec? Napewno nie poprzez zabijanie. Strzał ładunkiem usypiającym (na krótko) psa pozwoli go złapać i umieścić w schronisku. Gminy mają obowiązek odławiania włóczące się psy. Przy współpracy z myśliwymi, w w/w sposób, można znacznie poprawić sytuację. To gminy powinny wyposażyć myśliwych w ładunki usypiające i pozawierać umowy ze schroniskami. Takie umowy już w niektórych gminach funkcjonują.



Strona główna  |  Redakcja  |  O wortalu PSY24.PL  |  WspółpracaReklama  |  Katalogi  |  Kontakt

Strona główna  |  Redakcja  |  O wortalu PSY24.PL  |  WspółpracaReklama  |  Katalogi  |  Kontakt

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja reklamowa idea4you.eu | System CMS | mapa witryny
| login statystyka