Psy - rasy psów - ogłoszenia o szczeniakach - psy rasowe - wszystko o psach - pies

psie choroby

psy pomoc

O eutanazji psów

czytano 9415 razy


Kilka słów o eutanazji

Już słowo eutanazja, czyli dobra śmierć zawiera w sobie pewien problem.
Czy śmierć może być dobra?
Czy życie należy chronić za wszelką cenę?

Pytań w tym obszarze może być zadanych wiele. Można na zagadnienie śmierci patrzeć z różnych pozycji. Ja pragnę podzielić się z Państwem moimi poglądami na eutanazję widzianą oczyma lekarza weterynarii, który z jednej strony leczy zwierzęta i walczy o ich życie, lecz z drugiej strony pracuje w rzeźni, w nadzorze weterynaryjnym i do jego obowiązków należy badanie przedubojowe i poubojowe oraz badanie mięsa i jego przetworów.

Truizmem jest stwierdzenie, że wszystko co żyje musi umrzeć, a śmierć jest nieodłączną częścią życia, ale stwierdzenie to jest mi potrzebne do przeprowadzenia pewnego wywodu. Skoro śmierć jest częścią życia, jest więc zjawiskiem naturalnym, podobnie jak wschód słońca i fale na morzu. Trudno więc oceniać ją jako dobro lub zło. Inną sprawą jest cierpienie, przerażenie, strach, ból towarzyszące umieraniu. Tu może pojawić się ocena moralna. Na pewno ból i cierpienie są złe. Swoją rolę, jako lekarza weterynarii, w ograniczaniu tego zła widzę w postaci walki z bólem, strachem i cierpieniem.

Na zadane na wstępie pytania odpowiem następująco:
Uważam, że w uzasadnionych przypadkach można zadać zwierzęciu śmierć. Ale uważam też, że można sprawić by śmierć zadawana z konieczności np. w celu pozyskania mięsa dla wyżywienia ludzi lub też w związku z ochroną życia ludzkiego przed wścieklizną czy inną chorobą zakaźną, była pozbawiona zła czyli strachu, bólu, cierpienia. Dostępne są obecnie po temu odpowiednie środki techniczne, a weterynaria posiada doskonałe leki psychotropowe i przeciwbólowe. Od nas zależy, kiedy i w jakim zakresie będziemy z nich korzystać.

I wreszcie uważam, że postawa obrony każdego życia za wszelką cenę, jest postawą nie do obrony. Najprostszy zabieg leczniczy, czyli odkażanie rany lub też podanie antybiotyku, sprowadza ją do absurdu. Przecież mikroby to też organizmy żywe!

I jeszcze kilka słów o takim zjawisku, jak przyprowadzanie do lecznicy „ do uśpienia” zdrowego lub dającego się łatwo wyleczyć zwierzęcia. Chciałbym jasno wyrazić swoje stanowisko. Lekarz weterynarii nie może być traktowany przez nikogo jak kat wykonujący wyrok wydany przez jakiegoś Piłata, umywającego ręce i zcedowującego na niego konieczność zabicia zwierzęcia!

To lekarz weterynarii ocenia i w swoim sumieniu rozważa szanse na wyleczenie i ewentualną konieczność uśmiercenia nieuleczalnie chorego i cierpiącego pacjenta.

Drodzy czytelnicy! Uważam, że warto przed pochopnym zakupieniem puszystego szczeniaczka pomyśleć o tym, że są przecież wakacje, że mieszkamy w małym mieszkaniu na trzecim piętrze, że puszek urośnie i może będzie szczekał pod naszą nieobecność, wprowadzając w szał sąsiadów i wreszcie, że wyżywienie psa kosztuje.

Pamiętajmy o tym, że uśpienie psa nie jest absolutnie możliwe, jako nasze widzimisię, w sytuacji gdy znudziliśmy się już naszym pupilem!!!

autor: Przemysław Brodzikowski
http://www.leczymy.com/




    data edycji: 2010.04.19 15:50
Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji PSY24.PL.




komentarzy: 9         Dodaj komentarz

2012-01-31 11:49 | kasia

witam, 3 dni temu podjęłąm deczyję o uśpieniu mojej 18 letniej jamniczki. im więcej minut od tej chwili upływa tym czuję się gorzej i coraz bardziej zastanawiam się czy nie było to za wcześnie. może powinnam jeszcze poczekac? sunia w zasadzie wegetowała - tylko spała, czasem podeszła do kogoś z domowników, ale już się nie przytulała, nie słyszała, mało jadła - była już przeraźliwie chuda, załawiałą się już wyłącznie w koszyk ( a wzasadzie w wanienkę wyłożoną kocykiem), czasem traciła orientacje i nie wiedziała gdzie iść, czasem w środku nocy przeraźliwie piszczała. gdy była młoda nigdy nie narobiła w domu więc to że załatwiała swoje potrzeby pod siebie chyba ją bardzo zawstydzało bo widziałam kilka razy jak próbowała to sama "posprzątać". w sobotę gdy cały dzień wymiotowała mąż zawiózł ją do kliniki twierdząc że ja ją już tylko męczę. a ja chyba miałam jakieś zaćmienie bo nie zaprotestowałam, nawet na chwilkę odetchnęłam z ulgą... a teraz strasznie cierpię... nie mogę sobie wybaczyć....



2011-07-10 14:36 | Teresa

Chciałabym podzielić się podobnym bólem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Też musiałam podjąć straszną, okrutną decyzję o niewybudzaniu mojego ukochanego, cudownego, wiernego przyjaciela. Miał 11 lat. Na 9 godzin przed śmiercią jeszcze biegał, czuł się dobrze i był wesoły. Po powrocie ze spaceru zaczął gwałtownie pęcznieć mu brzuch, widać było, że cierpi. Natychmiast pojechaliśmy na nocny ostry dyżur. Diagnoza była okrutna, nowotwór...Podczas operacji stwierdzono przerzuty. Lekarz, który go operował nie widział dla mojego psiaka szansy sugerując uśpienie, a ja zgodziłam się. Boże, do dziś tego żałuję, może niesłusznie, ale nie potrafię z tym żyć. Proszę, pomóżcie mi!



2011-06-28 11:13 | m

24 czerwca podjęłam tą straszną decyzję wtedy odszedł gustaw wtulony we mnie. Nie wiedziałam że ma raka zachowywał sie normalnie miał apetyt był wesoły. W ostatnich 3 dniach stał się osowiały, kiedy trafilismy do weta miał już napuchnięty brzuszek, lekarz po wykonaniu usg stwierdził 2 olbrzymie guzy w jamie brzusznej. Napuchniety brzuszek to wynik krwotoku wewnetrznego -pies byl bardzo oslabiony i blady, wet stwierdzil ze juz za pozno na operacje ze nie ma jednostek krwi na miejscu (mieszkam na wsi) - bez tego pies umrze na stole, podjelam te decyzje ale do dzis nie moge sobie z tym poradzic mam wrazenie ze nie chcial umrzec:( winie siebie ze niczego wczesniej nie zauwazylam. Dlatego pisze tutaj z przestroga dla wszystkich - badajcie swoje psy! obmacujcie w celu szukania guzów wykonujcie profilaktycznie rtg lub usg a przede wszystkim obserwujcie bardzo dokladnie swoje psy bo czasem nawet najmniejsza zmiana w zachowaniu czy chwilowy brak apetytu moga swiadczyc ze sie cos dzieje..



2011-04-03 13:53 | angelika

Wczoraj odszedł moj kochany pieseczkek:( żył z nami 13 lat, w tamtym roku na wiosne miał kleszcza który okazał się być zarazony, choroba rozwijała się długo aż wet zdiagnozował boreliozę.Początki były bardzo optymistyczne, pierwszy antybiotyk w tabletkach plus przeciwbolowe tabletki sprawiały że psinka jadła, piła, nie kulała.Niestety po jakims czasie nastąpil przelom gdzie nastepny antybiotyk nic nie działał, przecwib. tez niewiele.piesek nie jadł, zaczal kulec na obie łapki, miał wysoką gorączke, cały czas spał, nie reagował na nikogo piszczał z bólu....zastosowalismy ostatni juz antybiotyk by wiedziec ze wszystkie mozliwe szanse na wyleczenie wykorzystalismy.Niestety nie bylo poprawy, czuł sie gorzej, wymiotował, był strasznie wychudzony, przewracał sie.Podjęlismy te straszną decyzje o eutanazji wczoraj....sama nie wiem jak to zrobiłam ale dostałam taka wewnetrzna sile by mu ulzyc, widziałam w jego oczach jak sie męczy:(( bylam przy nim do konca, trzymałam maluszka za łapke:( nidy nie zapomne jak w chwile przed zastrzykiem przytuli sie do mnie głowką i zasnął na wieki! Dziś nie wiem czy do siebie jakos dojde, czuje ogromną pustke, strasznie za nim tesknie i wiem ze nigdy o nim nie zapomne!



2010-07-27 15:41 | Ak

mój ukochany 12letni psiak.. aż serce ściska ale musiał zostać uśpiony ze względu na nowotwór złośliwy, który pomimo wszelakich starań operacji itd.. ( walka trwała 4 miesiące) wygrał z Nami tę nierówną walke, jest to bardzo ciężka decyzja nie tylko dla właściciela ale również w naszym przypadku dla lek. weterynarii,który w domu jak było po wszystkim po prostu wyszedł ze łzami w oczach, niestety ale ani ja ani lekarz nie pozwolilibyśmy aby powoli odchodził w bólu i cierpieniu ponieważ był jest i zawsze będzie członkiem rodziny. Brakuje go bardzo, wielokrotnie zarzucałam sobie winę że podjęłam taką decyzję ale było to lepsze nie dla mnie ( bo okropnie tęsknię) ale dla Reksia bo przecież najważniejsze było to żeby już dłużej nie cierpiał. ostatnie dni które dano być nam razem utwierdziły słuszność tej decyzji



2009-09-16 10:03 | Ewa

U mojej 14 letniej suni wszczepiono implant kolana. Nagle okazało się, że po miesiącu ma połamane obie łapki. W trakcie leczenia usg wykazało zmiany w trzustce, guzki sutków, wczorajszy rtg wykazał płyn w płucach i jeszcze jakiegoś guza. Nie mogę uwierzyć, że tak nagle wszystko się posypało, pies ma dobre wyniki innych badań. Tylko ostatnio miała biegunkę i wymioty, które już zostały opanowane. Padło słowo "eutanazja". Czy nie za wcześnie? Pies patrzy mi w oczy jakby pytajać, czy się jej pozbędę. Gdybym tylko wiedziała, że cierpi... Poprzedniego psa musiałam uśpić, ale nagle któregoś dnia spojrzała na mnie tak, że wiedziałam, że już nie chce żyć. Teraz jest inaczej. Ona jeszcze chce żyć! Jak pogodzić się z myślą, że odbiera się życie psu, który jeszcze chce żyć?!



2009-07-31 22:22 | Katarzyna Walewska

przed paroma dniami stracilam moja najwierniejsza, ukochana przyjaciolke bokserke, miala tylko 5 lat. Faktycznie cos z ta przewspaniala rasa sie dzieje nie tak, ze zyja tak krotko. Tez sadze, ze to na skutek krzyzowania bliskich krewnych. Czy nie ma nikogo kto by kontrolowal te pozal sie Boze hodowle, nastawione tylko na zysk!?



2009-04-12 17:53 | Mloda24

Sama znalazłam się w sytuacji kiedy musiałam podjąc decyzję o uśpieniu mojego ukochanego psiaka. Psiak miał 2 lata. Jednak jego szybko postępująca choroba nie pozostawiała mi innego wyboru. zarówno ja jaki i inni domowicy mocno przeżyliśmy jegośmierc. byliśmy bardzo mocno przywiązani do ukochanego czworonoga. do dziś mam dręczące myśli że może mogłam zrobic coś innego. jednak wiem że eutanazja była jedynym lekiem na męczarnie jaką przechodził pies przez swoją chorobę.



2009-01-10 19:14 | slawek
witam, od paru dni po stracie wiernego przyjaciela jakim był 6-cio letni bokserek, czytam różne opinie i komentarze na temat różnych przypadków które spotykają naszych czworonożnych przyjaciół a w szczególności dotyczy to psów. Fakt że autanazja jest bolesną koniecznością dla każdego kto darzy sympatią swojego zwierzaka, ale dzięki bogu że jest takie wyjście. Zwierze to taki "gatunek" że nic nie powie i o nic się nie upomni gdy cierpi a w większości przypadków leczenie zaczyna się dopiero w chwili gdy jest przeważnie już za późno. Fakt jest też nie podważalny że nasze kliniki weterynaryjne są nastawione na zyski, ale są wyjątki. Prawdą też jest że zmienia się mentalność ludzi jeśli chodzi o opiekę i leczenie zwierząt. Jeszcze nie tak dawno chore zwierze było zdane tylko na siebie i kończyło swój żywot w samotności gdzieś pod mostem lub w krzakach. To prawda że daleko nam do europejskich norm. Ale prawda jest taka że nawet przepisy które są już w Polsce nie są przestrzegane, przykładem jest tu zakaz obcinania ogonów u psów, wystarczy przejrzeć aktualne oferty na aukcjach. Prawdą jest też że mało który hodowca psów / w szczególności psów / nie przestrzega krzyżowania psów nie spokrewnionych, co jest na dzień dzisiejszy katastrofalne co do utrzymania czystości gatunku. Przykładem takiego hodowlanego barbarzyństawa jest rasa bokserów, gdzie przeciętna żywotność tych psów spadła do 7-8 lat. I tu nasuwa się sama myśl - gdzie jesteście wy weterynarze, dlaczego nikt z was nie walczy o dobro a choćby trochę godniejsze życie zwierząt.

Strona główna  |  Redakcja  |  O wortalu PSY24.PL  |  WspółpracaReklama  |  Katalogi  |  Kontakt

Strona główna  |  Redakcja  |  O wortalu PSY24.PL  |  WspółpracaReklama  |  Katalogi  |  Kontakt

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja reklamowa idea4you.eu | System CMS | mapa witryny
| login statystyka